Forum Wirtualnego Uniwersytetu Trzeciego Wieku




Autor Wiadomość
 Tytuł: Psychologia
PostNapisane: niedziela, 25 kwietnia 2010, 12:52 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): poniedziałek, 24 listopada 2008, 11:09
Posty: 381
Mezalians w XXI wieku
Liliana Fabisińska
Czy miłość do osoby sporo młodszej, z gorszym wykształceniem lub innej religii może być przeszkodą na drodze do szczęścia? Przecież w związku najważniejsza jest miłość, a nie różnice społeczne. Pytamy psychologów, czy dziś należy bać się mezaliansu.
Brytyjski król Edward VIII 70 lat temu musiał abdykować, by ożenić się z rozwódką. Dziś ślub księcia Karola z Camillą Parker Bowles, też rozwiedzioną, nie gorszy już nikogo. Nie oznacza to jednak, że mezalianse odeszły w niepamięć. Rodziny wciąż stawiają ultimatum: "Jeśli za niego wyjdziesz, możesz się tu więcej nie pokazywać", znajomi zaś podejrzliwie patrzą nie tylko na mężów o ciemnej karnacji, ale i na tych, którzy mają za mało lat lub dyplomów.

Dobry tylko swój
Aż 35 proc. Polaków przyznało w badaniach przeprowadzonych przez CBOS w 2007 r., że sprzeciwiliby się małżeństwu dziecka z osobą narodowości żydowskiej, 34 proc. – chińskiej, a 27 proc. – rosyjskiej. Znacznie większe emocje niż narodowość budzi w nas jednak wyznanie. Ponad 50 proc. Polaków sprzeciwiłoby się małżeństwu syna lub córki z wyznawcą islamu. Religijnego żyda nie chciałoby w rodzinie 47 proc., a prawosławnego – 38 proc. Aż 37 proc., czyli więcej niż 1/3 Polaków, nie zgodziłoby się na ślub syna albo córki z osobą niewierzącą.

– Nawet ludzie, którzy sami nie byli w kościele od lat, w badaniach mówią często, że chcieliby, żeby zięć lub synowa byli praktykującymi katolikami – komentuje Renata Wojdak, socjolog. – Uważają, że religijność łączy się z uczciwością, pracowitością, dobrym sercem i wiernością małżeńską. Niechęć do wyznawców innej religii można wytłumaczyć przede wszystkim strachem o przyszłość swojego dziecka. Czy będzie musiało zmienić wyznanie? Czy będzie mogło wychowywać swoje dzieci po katolicku?

– Większe wątpliwości mają zawsze rodzice córek niż synów – mówi Marzena Piłka, psycholog. – Boją się, że wyjadą do obcego kraju i będą miały praktycznie odciętą możliwość powrotu do Polski, zwłaszcza jeśli urodzi się dziecko.

Wszyscy pamiętają filmy i książki typu "Tylko razem z córką" pokazujące dramaty Europejek niemogących wydostać się z kraju arabskiego. W połączeniu z atakami terrorystów z 11 września daje to obraz budzący grozę.

Jak dwie krople wody
Polacy chcą, żeby ich współmałżonek był niemal identyczny jak oni. Aż 78 proc. ankietowanych przez CBOS przyznało, że powinien tak samo się zachowywać w towarzystwie. Ponad 70 proc. chciałoby, żeby wyznawał tę samą religię, zaś 51 proc. uważa, że lepiej, aby mąż i żona mieli takie samo wykształcenie. Tyle samo osób twierdzi, że identyczne powinny być ich poglądy polityczne.

Kandydat na zięcia albo przyszła synowa przechodzą w domu teściów prawdziwy egzamin. Podobnie zachowują się znajomi na wiadomość, że ktoś z ich grona planuje ślub. Zapraszają na imprezę, by sprawdzić, czy narzeczona lub narzeczony pasuje do ich grupy. – Często nie jest to złośliwe czy nawet zaplanowane – mówi Marzena Piłka. – Podświadomie chronimy członka swojego stada i stado jako takie. Instynkt pcha nas do sprawdzenia, czy nowa osoba nie zepsuje stosunków w grupie i czy nie skrzywdzi bliskiej nam osoby.

Klamka zapadła
Małżeństwo z osobą innego wyznania czy pochodzącą z obcego kraju wcale nie musi nieść ze sobą problemów rodzinnych czy towarzyskich. – Po pierwszym szoku rodzice najczęściej stwierdzają, że skoro ich dziecku ten związek daje szczęście, to nie będą się wtrącać – mówi Renata Wojdak, socjolog. – Ślub w Polsce wciąż uchodzi za coś ostatecznego i nierozerwalnego, mimo wysokich statystyk rozwodowych. Krewni uznają więc, że klamka zapadła i zakopują topory. Zaczynają przyglądać się z uwagą nowemu członkowi rodziny. Im młodsze i bardziej wykształcone towarzystwo, tym bardziej jest otwarte na inność. Mąż czy żona może więc zaprezentować się z dobrej strony i przekonać ich do siebie. Gdy na świecie pojawia się dziecko, "obcy" zostają zaakceptowani nawet przez niechętnych teściów. Bo skoro egzotyczny mąż opiekuje się troskliwie niemowlęciem, dba o dom, to najwyraźniej jest dobrym człowiekiem.

Tykająca bomba
Po 10 latach małżeństwa żona Turka czy Kenijczyka najczęściej nie pamięta już o emocjach, które towarzyszyły początkom jej związku. Kobiecie, która wyszła za mężczyznę młodszego od siebie, bliscy zwykle nie pozwalają o nich zapomnieć. Przeciwnie, z każdym rokiem otoczenie przygląda się jej małżeństwu coraz uważniej.

– Związki mężczyzn z dużo młodszymi partnerkami nie bulwersują niemal nikogo – komentuje Renata Wojdak. – Jeśli jednak kobieta wychodzi za mężczyznę młodszego, choćby o pięć lat, natychmiast podnosi się krzyk. Wszyscy przestrzegają ją, że prędzej czy później partner przejrzy na oczy i odejdzie do swojej rówieśnicy.

W tej sprawie nic się nie zmieniło. Dla Polaków taki związek to oczywisty mezalians, na który nie ma przyzwolenia. Ankietowałam 200 osób w różnym wieku, aż 82 proc. z nich uważa taki związek za dziwny. A 94 proc. wyklucza, żeby osobiście mogły wejść w taką relację.

– Statystycznie rzeczywiście największe szanse na udany związek są wtedy, kiedy pochodzimy z podobnych rodzin, mamy zbliżone wykształcenie, poglądy, wiek i poziom zarobków – przyznaje Marzena Piłka. – Czy jednak możemy opierać się wyłącznie na statystyce, planując swoją przyszłość? Jeśli poznajemy człowieka, z którym się dogadujemy, na co mamy czekać? Czy naprawdę będziemy szczęśliwsi, poddając się woli rodziny i rezygnując z wielkiej miłości? Czy mamy gwarancję, że zdarzy nam się jeszcze kiedyś coś równie pięknego? Nie mamy. Tak samo, oczywiście, nie mamy żadnej pewności, że związek, który teraz wydaje się idealny, będzie taki za pięć lat.
Źródło: Samo Zdrowie

http://zdrowie.onet.pl/1608441,2041,0,1 ... logia.html

_________________
Co raz to z ciebie jako z drzazgi smolnej
Wokoło lecą szmaty zapalone
Gorejąc nie wiesz czy stawasz się wolny
Czy to co twoje ma być zatracone
Czy popiół tylko zostanie i zamęt
Co idzie w przepaść z burzą czy zostanie
Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Psychologia
PostNapisane: niedziela, 25 kwietnia 2010, 18:26 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): piątek, 19 marca 2010, 09:56
Posty: 34
Ostatni akapit artykułu przemawia najmocniej,opiera się bowiem na tolerancji i uczuciach.Nie można jednak pomijać prozy życia codziennego w którym nie bez znaczenia jest konieczność stałych kompromisów,a mogą one być trudne przy odmiennej kulturze i niższym wykształceniu /zwłaszcza mężczyzny/.Natomiast związek kobiety z młodszym mężczyzną przez niektórych seksuologów uważany jest jako prawidłowy ze względu na odmienną fizjologię.Myślę że wszystkie teorie słuszne są w statystyce,a życie i tak dopisuje swój scenariusz.

_________________
Spróbuj zapalić maleńką świeczkę, zamiast przeklinać ciemność."Konfucjusz "


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Psychologia
PostNapisane: wtorek, 27 kwietnia 2010, 11:02 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): poniedziałek, 24 listopada 2008, 11:09
Posty: 381
I co my teraz zrobimy?
Z Wiesławem Łukaszewskim, psychologiem, profesorem Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, o tym, czym jest, a czym nie powinna być żałoba - rozmawia Gabriela Pewińska


Czy po tym wszystkim co ostatnio się z nami działo, Polacy potrzebują pomocy psychologa?

Przykro to mówić, ale to czego byliśmy świadkami w ciągu ostatnich dni, odbywało się według najlepszych reguł kampanii reklamowej proszku do prania. Wielokrotne powtarzanie, odwoływanie się do emocjonalnych zaskoczeń, wywołanie stanu "wszyscy się dziwią, że wszyscy się dziwią".

Mamy do czynienia z masową sprzedażą pewnego wzorca zachowań. Handel emocjami kwitnie i zaczął się już nawet sam napędzać. Rzadko kiedy pojawiają się próby zrozumienia tego, co się dzieje w Polsce. Pomału stajemy się wszyscy ofiarą masywnej manipulacji realizowanej przez media. Trzeba się temu przeciwstawić, tyle tylko że każdy, kto wyraża podobne sądy, okrzyknięty zostaje cynikiem albo Żydem i pozbawiony prawa do czucia się patriotą.


Kimś podejrzanym?

Wojciech Eichelberger tłumaczył w którymś z wywiadów: Ludzie, to była katastrofa, wypadek, nie ma tu metafizycznych kontekstów! Ale jego wypowiedź została prawie kompletnie przemilczana. Ci, którzy myślą w podobny sposób, są dziś, w każdym razie w mediach, uważani za dewiantów, za tych, którzy psują atmosferę narodowego uniesienia. Ja nie chcę w tym aranżowanym uniesieniu uczestniczyć. Nie chcę też, by mnie ktoś do tego zmuszał. Nie zgadzam się, bo jest to naruszenie mojej wolności wyboru. Także naruszenie wolności innych, pogwałcenie prawa do osobistych przeżyć.

Sprawę publiczną (w dodatku wręcz ostentacyjnie) uczyniono z czegoś, co należy do spraw delikatnych, intymnych. Zamiast dyskretnego przeżywania, ostentacyjne i obowiązkowe manifestacje. Wzorem obywatela staje się ten, kto 18 godzin stoi pod Pałacem Prezydenckim w towarzystwie handlarzy oscypkami, balonikami i zniczami.

Niebawem ukaże się Pana książka "Udręka życia. Jak ludzie radzą sobie z lękiem przed śmiercią"…

Książka oparta jest na setkach badań prowadzonych na całym świecie. Pozwalają one jasno spojrzeć na ciąg zdarzeń, których w ostatnich dniach wszyscy byliśmy świadkami. Pewne rzeczy są naturalne, oczywiste, na przykład ludzie współczują szczególnie tym, którzy się znaleźli w nieszczęściu z powodów, na które nie mieli wpływu.

To znaczy?

Gdyby nieszczęście zdarzyło się za sprawą danego człowieka, z jego winy, to budzi nie współczucie, a złość. Tendencja do wybielania czy też do gloryfikacji niektórych ofiar katastrofy jest dość naturalna, ale jej rozmiary przestały być naturalne. Śmierć nie czyni ludzi lepszymi niż byli. Ta tendencja rodzi poważny problem etyczny, bo w ukryty sposób propaguje przekonanie, że śmierć wszystko usprawiedliwia, że śmierć zmazuje winy, że śmierć zmazuje grzechy, błędy. Że śmierć zmienia umarłego na lepsze. To oczywisty fałsz, jakże niebezpieczny.

To jak właściwie my wszyscy powinniśmy się byli zachować?

Naturalną tendencją jest łączenie się ze sobą. Ludzie chcą być razem. Śmierć, jak napisał Nabokov, jest najstraszniejszą rzeczą, bo wtedy każdy zdany jest tylko na siebie. Konfrontacja ze śmiercią wzbudza pragnienie bycia blisko innych. Do tego stopnia, że stajemy się nawet bardzo mało wymagający - "Jakikolwiek, byle by był!".

To zrozumiałe i nie można tego lekceważyć ani deprecjonować. Dalej - ludzie skonfrontowani ze śmiercią chcą mieć poczucie, że są lepsi niż są w rzeczywistości. I na ogół to się im udaje. Jednocześnie stają się bardziej konserwatywni, robią się bardziej prawicowi, bardziej religijni, bardziej wrodzy wobec obcych - to też naturalna reakcja. Tyle że tu pojawia się niebezpieczeństwo dyskryminowania innych - "my jesteśmy lepsi niż inni". Pojawia się wynaturzona, przerażająca wersja patriotyzmu. Ktoś pęka z dumy: cały świat współczuje nam, Polakom! A do głowy mu nie przyjdzie, że na świecie bywają ludzie dobrze wychowani. Współczuliby każdemu, polskość nie ma tu nic do rzeczy. Widoczne są przejawy wrogości wobec tych, którzy się dystansują od polskiego nieszczęścia.

Jak długo to wszystko potrwa?

Raz dwa o tym zapomnimy.


I co wtedy z nami będzie?

Najpierw zaczniemy szukać doświadczeń hedonistycznych. Zacznie się picie, łajdaczenie się, ekscytacje, hazard. W najbliższych dniach możemy się spodziewać bardzo silnego zapotrzebowania na bodźce silnie stymulujące. Na pewno wzrośnie średnia prędkość jazdy samochodem, spożycie alkoholu, ryzykowny seks. Ale te zachowania mają też pewną funkcję terapeutyczną.

Co dalej?

Wszystko wróci do normy, czyli do prostej reguły "kto kogo?". Czy oni nas, czy my ich? I nagle się okaże, że te wszystkie objawy żalu, bólu, cierpienia stały się trzeciorzędną kwestią (a to znaczy, że takie były prawdopodobnie przez cały czas). Natomiast oburzające jest, w moim przekonaniu, i było też oburzające po śmierci Jana Pawła II, to nachalne upaństwowienie żałoby. Rozumiem nawet dobre intencje, które za tym stały, ale efekt kojarzy się, niestety, z regułami czynów społecznych w czasach komunistycznych. To jest taka nowa forma społecznego czynu; jeżeli nie weźmiesz w nim udziału, źle to zostanie przyjęte.

Byłoby lepiej, gdyby każdy z nas przeżywał tę żałobę w ciszy, sam na sam ze sobą?

Tak, z niewielką grupą bliskich. 10 kwietnia ludzie przeżyli szok, zetknęli się z nieszczęściem zupełnie niewyobrażalnym. Żeby przez to godnie przejść, każdy z nas znalazłby pewną grupę ludzi, z którymi chciałby to przeżyć. Podkreślam - chciałby. Ale mu to kompletnie udaremniono. Człowiek nie mógł wybrać, on miał się przyłączyć, miał się obowiązkowo opowiedzieć, czy jest z nami, czy przeciwko nam. Tymczasem można być obok. Ani z nami, ani przeciwko nam. Chociażby dlatego że ludzie miewają różne typy wrażliwości i stosują różne reguły przeżywania czy okazywania cierpienia.

Ciekawe, co powiedziałaby na to jakaś starsza pani, która stała pod Pałacem Prezydenckim 18 godzin...

Byłaby zapewne głęboko oburzona moimi słowami. To jej święte prawo. Jej prawem było pod ten pałac pójść. Jej prawem było deklarować swoje stanowisko, jej prawem jest przeżywać ból właśnie tam. Ale nie ma ona prawa oczekiwać czy domagać się, że tak powinien postępować każdy z nas. Nie ma prawa uważać, że jej sposób przeżywania żałoby jest jedyny, słuszny i niezastąpiony. Tymczasem dość nachalna propaganda wyznacza nam standardy obywatelskiej postawy!

Ludzie, którzy protestowali przeciwko pochowaniu Kaczyńskich na Wawelu, odwoływali się do argumentu marnej prezydentury. Powiedziano o nich, że nie są patriotami. A czy dowodem patriotyzmu ma być konformizm? A może powinna to być refleksyjność? Nie chciałbym, żeby mierzyło się patriotyzm tym, czy ktoś popiera kardynała Dziwisza, czy nie. Myślę, co więcej, że w tym procesie, który od pewnego czasu trwa, wykorzystuje się skłonność do samoograniczenia u ludzi krytycznych. Wielu z nich mówi: "teraz nie mówmy o tym, bo innym może być przykro". W rezultacie słyszymy, jak organizatorzy manifestacji żałobnych oświadczają, że nikt nie ma innego zdania. WSZYSCY to popierają. Tak jakby to zdanie odmienne nie istniało. Mam wrażenie, że uczestniczymy w jakimś obłąkaniu.

Czy rozmowa o tym, co w tej sytuacji jest złe, niewłaściwe, a nie tylko przeżywanie emocji, mogłaby nas nauczyć prawdziwego przeżywania żałoby narodowej?

Nieustannie podtrzymuje się w nas chorego ducha romantyzmu. Wszyscy jesteśmy ofiarami tego, że trzeba działać sercem, nie rozumem, ale efekt jest taki, że skłania się ludzi do utraty rozumu. Gdy dotarła do mnie wiadomość o smoleńskiej katastrofie, poczułem się jak znokautowany. W ogóle trudno jest objąć umysłem coś takiego. Przyszło mi wtedy do głowy: żeby tak na moment wszystko zastygło. Zupełna cisza. Może ktoś by sobie cicho zapłakał, może ktoś nie wiedziałby, co ze sobą zrobić, może zaczęlibyśmy myśleć. Tylko że natychmiast rozległ się jazgot.


I mało kto mówił "myśl!", ciągle słyszałem tylko "przeżywaj!!", "ma cię boleć!", "musisz cierpieć!". Jazgot zaczął być pełen symboli: Drugi Katyń, Fatum, Naród, Ojczyzna, Bóg, Historia! To przecież celowe lub nieintencjonalne, wszystko jedno, ale wprowadzanie ludzi w błąd. Ani Katyń, ani ojczyzna. To nie palec boży się nam nie pokazał. To był tragiczny zbieg okoliczności, który spowodował tragiczne konsekwencje. To jest nieszczęście, ale nieszczęście ludzi, którzy stracili swoich bliskich. To nie jest koniec Polski, bo nawet wtedy kiedy umarł ostatni Piast, nie było końca Polski. Pojawili się Jagiellonowie, skądinąd zupełnie udani.

Jaki etap żałoby teraz przeżywamy. Poczucie winy?

Za co?

Nie wiem. Tak niektórzy uważają.


Poczucie winy jest tu czymś wymyślonym. Ukazał się niedawno obrzydliwy, ociekający lepkim sentymentalizmem wiersz Marcina Wolskiego, którego główna myśl jest taka: "jeśli miałeś inne zdanie niż ja, to teraz czuj się winnym"; "musisz przeżyć minutę wstydu, jeśli nie pochwalałeś tego, co robili zmarli" (a tym samym tego co chciałby pan Wolski). Pytam zatem, skąd panu Wolskiemu wzięło się przekonanie, że on jest dystrybutorem prawdziwych uczuć i słusznych postępków? Że to on jest tym sędzią ostatnim? Łatwo zauważyć, jak nieszczęście zręcznie wpuszczone zostaje w tryby machiny politycznej.

Jak zaczyna być używane do agitacji: "Masz się wstydzić! Masz się czuć winny i masz odkupić swoją winę. A ja tobie powiem, jak tę winę odkupić". Podobnie jak wielu ludzi nie chcę, by ktoś za mnie myślał. Mam własny rozum. Ma go też ten człowiek, który idzie po drugiej stronie ulicy, i pani w sklepie, każdy ma. I pozwólmy im tego rozumu używać.

O wiele trudniej jest myśleć niż płakać...

To prawda. Płacz też nie jest łatwy, choć jest zaraźliwy. Myślenie jest mniej zaraźliwe.

Kiedy w końcu przyjdzie czas równowagi?

Nasze możliwości tkwienia w negatywnym nastroju są dość ograniczone. Bo emocje negatywne są bardzo wyczerpujące. W normalnych warunkach dość szybko szuka się sposobu, by wyjść z emocjonalnej niedoli. Tych sposobów jest kilkadziesiąt: jedzenie, picie, seks, sen, rozmowy z ludźmi, przemieszczanie się, luksusowe zakupy, muzyka, spanie, sport. Ludzie dysponują ogromnym repertuarem rzeczy, które poprawiają nastrój. To się niebawem pojawi, tyle że łatwo może zostać zinterpretowane przez rygorystów jako objaw bezbożności, nieczułości, cynizmu społecznego.

Byli ludzie, którzy stali w kolejce do Pałacu Prezydenckiego po kilka razy. To zabijanie samotności? Łatwiej ją znieść w tym powszechnym bólu, gdy wszyscy cierpią?

Przedłużanie bólu jest nieadaptacyjne. Po to wytworzyliśmy sobie pewne reguły obrzędowe. Proszę spojrzeć na kobiety, które płaczą na ślubach swoich córek. Ten płacz to mniej więcej to samo co stempel lekarza na recepcie. Wizyta skończona. Skończyło się, teraz jesteś inną kobietą. To pewien akt symboliczny.

Wiele instytucji społecznych wypracowało sobie sposoby kończenia pewnych procesów. Ceremonia pogrzebowa zamyka to, co dotyczy śmierci, stypa jest powrotem do sfery życia. Na stypie opowiada się wesołe historie o zmarłych, pije wódkę, wraca się do spraw ludzi żywych. To zdrowe i adaptacyjne zachowanie. Czy wolałaby pani, aby po świecie przemieszczali się wyłącznie żałobnicy z oczami wbitymi w ziemię, mamroczący, płaczący, bladzi? Ja nie chciałbym. A tak wyglądał obraz telewizyjny w ciągu tamtego żałobnego tygodnia. Tymczasem zauważmy, że ponad 30 milionów ludzi w kraju żyło, pracowało, miewało zróżnicowane problemy. Rozpacz po katastrofie smoleńskiej nie była jedynym problemem społecznym. Co więcej, w Polsce umiera codziennie ponad tysiąc osób. To znaczy, że w czasie żałoby narodowej zmarło ponad dziesięć tysięcy Polaków. Dziesięć tysięcy! Okrytych milczeniem.

To media tworzyły fałszywy obraz Polski, w której nie ma nic poza żałobą narodową. Tymczasem w rzeczywistości był to epizod, a nie istota życia społecznego. Epizod ważny, ale przecież nie powinien on przesłonić wszystkiego. Mam wrażenie, że pojawiła się wręcz tendencja do wymuszania obłudy, wymuszania gestów na użytek publiczny - "Ja też cierpię".

Ludzie mówią, że te gesty to hołd.

Hołdy nie muszą polegać na takich gestach, ale o dziwo, to z nich czyni się cnotę. Przecież zaczyna się licytowanie, kto dłużej stał pod Pałacem Prezydenckim! Ten kto stał dłużej, jest lepszy! Mnie ujęło pewne dziecko, które na wieść, że tam ludzie stoją godzinami, zapytało: "a co oni robią, jak im się chce siku?". Jak się popatrzy na to z przyziemnej ludzkiej perspektywy, to cała chmura wzniosłości nagle opada. I widzimy, że mamy do czynienia z zachowaniami, które są w znacznym stopniu nierozsądne. Nie namawiam do tego, byśmy zawsze się zachowywali rozsądnie. Namawiam do tego, aby z nierozsądnych zachowań nie czynić wzorca postępowania. W 1945 roku, po wielkiej wojnie, obliczono, że w Polsce ubyło kilka milionów osób. Gdyby wtedy naród przeżywał swoją tragedię tak jak dziś: stoją, modlą się, przynoszą kwiaty, wypatrują, ten 15 godzin, ten 20, tamten sto... Do dziś pewnie tkwilibyśmy w gruzach. Ludzie wtedy wzięli się po prostu do roboty. Inaczej wyrażali swój ból i inaczej kompensowali swoją stratę. Robili coś wartościowego, konstruktywnego, by życie było godne. Tymczasem w przeżywanej obecnie żałobie narodowej mało było tonu konstruktywnego. Dostojnicy państwowi mówili na przykład: "Nic teraz nie będziemy robić, bo jest żałoba". A powinni odwrotnie.

Co dobrego z tego zostanie w nas?

Co robią matki, kiedy się dowiadują o czyimś nieszczęściu? Pierwsza rzecz to sprawdzają, czy ich dzieci są bezpieczne. Czy bezpieczni są ich bliscy. Potem ewentualnie angażują się w pomoc. A przecież matki, którym się zdarzyło nieszczęście, też sprawdzają, czy wszystko dobrze z ich dziećmi, tyle że robią to inaczej. Nie chodzi o to, by się ekscytować własnym bólem na wieść, że inny człowiek doznał straty. Chodzi o to, by się nauczyć myśleć w sposób empatyczny o nim właśnie, o tym który stratę przeżywa.

Moglibyśmy się nauczyć większej delikatności względem ludzi, którzy są pogrążeni w bólu. Wstrętne wydało mi się to ciągłe pokazywanie Marty Kaczyńskiej, tej delikatnej, dyskretnej dziewczyny, w momentach gdy powinna być sam na sam ze swoją największą tragedią. Ale nie dano jej możliwości przeżycia tego w intymności, w samotności. Została po barbarzyńsku zmuszona, aby robić publicznie.

To wszystko to jakaś lekcja dla nas?

Spójrzmy na to zdarzenie nie z perspektywy dziennikarza, który szuka newsa, czy sprzedawcy zniczy, który nabija kasę, tylko oczami ludzi którzy doznali utraty. I wtedy zobaczymy, że żałoba to nie jest spektakl teatralny, tylko doświadczenie intymne, dyskretne, głębokie. Namawiałbym, zwłaszcza media, abyśmy zaniechali żałoby w wersji pop. To nie jest festiwal Heineken Open'er, to jest dramat ludzi. Ale nie dramat widzów, tylko aktorów tego zdarzenia.

No to co my teraz zrobimy? - zapytała jedna pani inną panią w autobusie.

Człowiek, który ma poczucie, że los jest w jego rękach, że od niego coś zależy, że on sam decyduje o swoim życiu, nie zadaje takich pytań. To jest pytanie bezradnego dziecka. Dziecka, które zgubiło drogę do domu. Zadając takie pytanie, pokazuje się skrajną zależność od kogoś, kto będzie kierował. Przypomnijmy, co się stało w Polsce po upadku komunizmu. Pierwszą reakcją było szukanie charyzmatycznego wodza, który nam powie, co jest słuszne. Teraz będzie podobnie, błyskawicznie pojawią się kierownicy, którzy dostarczą niektórym odpowiedzi na pytanie "co my teraz zrobimy?".

Ale kiedy umiera nam ktoś bliski, też pytamy: Jak my będziemy teraz żyć?

A to już jest inne pytanie. Śmierć osoby bliskiej jest najbardziej obciążającym emocjonalnie doświadczeniem. Dlatego że zaburza porządek. Niweczy domkniętą całość. Zostawia pustkę, czasem obnaża bezsens. Ale trudno tak myśleć o państwie po śmierci państwowego dostojnika. Ta śmierć jest dramatem dla jego rodziny. I bliskich. Gdyby natomiast zagrażała strukturze państwa, to znaczyłoby, że państwo jest do niczego. Państwo musi być odporne na takie zdarzenia i funkcjonować niezależnie od nich. Przenoszenie prywatnego spojrzenia na państwo jest poważnym błędem.

Zafundował Pan nam taką terapię wstrząsową trochę...

Zdaję sobie sprawę, że moje zdanie nie jest powszechne, ale wiem też dobrze, że nie jest odosobnione. Dobrze jest, jeśli wiemy, że nie ma tylko jednego poglądu. Może za chwilę niektórzy na mnie naplują, wypomną życiorys lub pochodzenie - to byłaby naturalna reakcja. Ale jak u Andersena, ktoś musi powiedzieć, że król jest nagi. Źle znoszę obłudę, teatr, w którym się przekształca intymne sprawy w publiczny show. Cierpienie rzeczywistych ludzi to nie jest temat na show.

Witkacy powiedział: "Żeby nagle odkłamać całą Polskę, społeczeństwo by tego nie wytrzymało"...

Mam wrażenie, że od dwóch tygodni uczestniczymy w chocholim tańcu, jedni tańczą z poddania się atmosferze, drudzy z interesów, jeszcze inni, bo są głęboko przekonani, że tak trzeba. Szanuję to i do głowy by mi nie przyszło kogokolwiek powstrzymywać. Ale dowodzenie, że jeśli ktoś do tych tańczących dołączyć nie chce, staje się kimś gorszym, albo jeśli nie myśli w ten sposób co my, to jest naszym wrogiem - to wydaje mi się niebezpieczne. Ja wciąż mam w głowie zdanie mojego wspaniałego nauczyciela, który przy jakiejś okazji, gdy okropnie się mądrowałem i krytykowałem kogoś, rzekł: To nie jest ważne, czy on ma rację, czy nie ma racji. Jest ważne, czy on może ją mieć.

http://portalwiedzy.onet.pl/4869,51172, ... pisma.html

_________________
Co raz to z ciebie jako z drzazgi smolnej
Wokoło lecą szmaty zapalone
Gorejąc nie wiesz czy stawasz się wolny
Czy to co twoje ma być zatracone
Czy popiół tylko zostanie i zamęt
Co idzie w przepaść z burzą czy zostanie
Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Psychologia
PostNapisane: wtorek, 27 kwietnia 2010, 16:13 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): piątek, 19 marca 2010, 09:56
Posty: 34
Mam nadzieję że treść wywiadu trafi do osób kierujących mediami i dziennikarzy,Oby takich opracowań było więcej.

_________________
Spróbuj zapalić maleńką świeczkę, zamiast przeklinać ciemność."Konfucjusz "


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Psychologia
PostNapisane: wtorek, 27 kwietnia 2010, 22:06 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): środa, 3 grudnia 2008, 21:10
Posty: 81
Bardzo mądry artykuł, - bardzo mądra opinia.
Warto się nad tym zadumać, pomyśleć ............

_________________
"Keep smiling" - uśmiechnij się !


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Psychologia
PostNapisane: czwartek, 29 kwietnia 2010, 19:33 
Offline

Dołączył(a): czwartek, 18 grudnia 2008, 20:02
Posty: 158
[quote="aleksander.kobylarek"]Mezalians w XXI wieku
Liliana Fabisińska mezalians, na który nie ma przyzwolenia.

NIKOMU NIE WOLNO OSKARŻAĆ POSTEPOWAŃ INNYCH.,W SZCZEGÓLNOŚCI W TEJ DZIEDZINIE. @-)

KAŻDY MA PRAWO DO SZCZĘŚCIA!!! [-x [-x [-x [-x [-x

_________________
Ciesz się życiem bez względu na pogodę.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Psychologia
PostNapisane: poniedziałek, 17 maja 2010, 08:31 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): poniedziałek, 24 listopada 2008, 11:09
Posty: 381
Gen zdrady
Jak to jest, że niektórzy mężczyźni i niektóre kobiety zdradzają swoich partnerów, a inni potrafią oprzeć się takiej pokusie?


Naukowcy analizujący związki międzyludzkie od dawna starają się naukowo wyjaśnić to zagadnienie – przeprowadzono już na ten temat wiele badań. Bada się wszystko, od czynników biologicznych mogących mieć wpływ na stabilność małżeństwa po psychologiczne reakcje na sytuację flirtu z osobą nieznajomą.

Wyniki tych badań sugerują, że choć niektórzy ludzie mają naturalnie większą „odporność” na pokusy związane ze zdradą, to zarówno mężczyźni jak kobiety mogą nauczyć się chronić swoje związki i pielęgnować uczucia stanowiące o więzi z partnerem.

Najnowsze badania starały się wyjaśnić, czy (i w jakim stopniu) zaangażowanie w związek i stabilność małżeństwa mogą zależeć od czynników genetycznych. Biolog z Karolinska Institutet w Sztokholmie Hasse Walum przebadał 552 pary bliźniąt, aby dowiedzieć się więcej o działaniu genów odpowiedzialnych za regulację wydzielania wazopresyny – hormonu występującego w mózgu, który zdaniem naukowców ma wpływ na łączenie się w pary.


Okazało się, że mężczyźni, którzy charakteryzowali się niewielką różnicą w genie odpowiedzialnym za wazopresynę, rzadziej się żenili, częściej miewali poważne problemy małżeńskie, a ich żony częściej czuły się nieszczęśliwe. Wśród badanych mężczyzn, którzy mieli dwie kopie tego zmienionego genu, ponad trzydzieści procent doświadczyło w ciągu ostatniego roku poważnego kryzysu małżeńskiego – było to dwukrotnie więcej niż w przypadku mężczyzn nieposiadających zmienionej wersji genu.

Choć ta cecha bywa ostatnio nazywana „genem zdrady”, Walum uważa że nie jest to właściwa nazwa: jego badania skupiały się na stabilności związku, a nie na kwestii niewierności. – Trudno byłoby wykorzystać wyniki tych badań do przewidywania przyszłych zachowań tych mężczyzn – powiedział w rozmowie z nami. Obecnie naukowiec wraz z zespołem pracuje nad drugą serią badań mającą potwierdzić wyniki, a także prowadzi podobne badania na kobietach.

Choć na stabilność i siłę związku może wpływać jeszcze wiele innych genów, wiele badań sugeruje, że nasz mózg może nauczyć się opierania się pokusie.

Psycholog z McGill University w Monteralu John Lydon przeprowadził serię pomysłowych eksperymentów badających, w jaki sposób ludzie pozostający w stałym związku reagują na pokusy. W jednym z tych badań osoby obojga płci głęboko zaangażowane w swoje małżeństwa poproszono o ocenę atrakcyjności osób płci przeciwnej, pokazywanych im na serii zdjęć. Wyniki były oczywiste: najwyższe oceny dostały zdjęcia tych osób, które większość z nas wskazałaby jako atrakcyjne.

Później jednak każda z badanych osób otrzymywała serię podobnych zdjęć wraz z informacją, że ludzie widoczni na zdjęciu chcieliby się z nimi spotkać. W tej sytuacji uczestnicy badania konsekwentnie oceniali zdjęcia tych samych osób niżej niż za pierwszym razem.

Okazało się, że kiedy badanym podobał się ktoś, kto potencjalnie mógłby zagrozić stabilności ich związku, większość z nich instynktownie, podświadomie mówiła sobie: „Nie, on wcale nie jest taki wspaniały!”.

– Im bardziej człowiek jest zaangażowany w swój związek, tym mniej atrakcyjne wydają mu się osoby mogące temu związkowi zagrozić – komentuje John Lydon.

Oczywiście, to także nie zawsze przekłada się na zachowania w konkretnych sytuacjach życiowych, ale obserwując różnice w reakcjach naukowcy doszli do wniosku, że zwłaszcza kobiety mogły wykształcić w sobie coś w rodzaju „systemu wczesnego ostrzegania” przed zagrożeniami relacji z partnerem.


Inne badania przeprowadzone na McGill University potwierdziły, że mężczyźni i kobiety reagują na takie zagrożenia nieco inaczej. W jednym z takich doświadczeń badacze wykorzystali atrakcyjnych aktorów i aktorki, którzy mieli za zadanie flirtować z osobami badanymi w poczekalni. Później badanym zadawano pytania na temat ich związków, między innymi pytano ich, jak zareagowaliby na złe zachowanie partnera, który spóźnia się na spotkanie lub zapomina zadzwonić.

Mężczyźni, którzy przed chwilą flirtowali w poczekalni, okazali się mniej wyrozumiali dla potencjalnych błędów partnerek, co sugerowało, że spotkanie z atrakcyjną aktorką osłabiło chwilowo siłę ich przywiązania. Kobiety reagowały przeciwnie: te, które flirtowały z przystojnymi aktorami, deklarowały także większą wyrozumiałość wobec błędów partnera – co z kolei sugeruje, że chwila flirtu uruchamiała w nich mechanizmy obrony związku.

– To nie jest tak, że ci mężczyźni byli mniej zaangażowani w swoje związki – tłumaczy John Lydon. – Chodzi o to, że kobiety są lepiej przygotowane na takie sytuacje i pojawienie się atrakcyjnej alternatywy włącza w nich ukryty alarm. Kobiety podświadomie odbierają taką sytuację jako zagrożenie dla swojego związku. Mężczyźni nie.

Czy w takim razie człowiek może nauczyć się odporności na pokusy? W jednym z badań naukowcy prosili studentów-mężczyzn pozostających w trwałych związkach, aby wyobrazili sobie, że pod nieobecność swoich dziewczyn przypadkowo spotykają bardzo atrakcyjną kobietę. Część z badanych poproszono następnie, aby przygotowali sobie plan działania na taką ewentualność – mieli wypełnić zdanie: „Kiedy ona do mnie podejdzie, ja _____ aby chronić mój stały związek”.

Badacze nie chcieli używać prawdziwych kobiet do „kuszenia” badanych, toteż zaproponowali im grę w rzeczywistości wirtualnej, umieszczając w dwóch z czterech pokoi podprogowe obrazy pięknych kobiet. Okazało się, że studenci, którzy „ćwiczyli” opieranie się pokusie, spędzali w tych pokojach 25 procent czasu, podczas gdy pozostali – aż 62 procent.

Ale uczucie miłości i lojalności wobec partnera to nie wszystko. Naukowcy sądzą, że poziom zaangażowania w związek wiąże się z tym, na ile partner czyni nasze życie lepszym i bardziej intensywnym, na ile poszerza nasze horyzonty. Psycholog ze Stony Brook University Arthur Aron, od wielu lat zajmujący się badaniem związków, nazywa to naukowo ekspansją „ja”.

Aby zmierzyć tę zmienną, naukowcy zadawali parom pozostającym w stałym związku pytania: „Na ile twój partner jest dla ciebie źródłem emocjonujących przeżyć?”, „Na ile znajomość twojego partnera czyni cię lepszym człowiekiem?”, „Na ile postrzegasz swojego partnera jako sposób na zwiększenie swoich możliwości i umiejętności?”.

Badacze ze Stony Brook University przeprowadzali doświadczenia z działaniami stymulującymi ekspansję „ja”. Części badanych par zaproponowano zwykłe, przyziemne zadania, podczas gdy inne brały udział w zabawnych ćwiczeniach polegających na wspólnym popychaniu po macie piankowego walca na czas przy jednoczesnym czołganiu się ze związanymi razem nogami. Zadania były tak „ustawione”, żeby w pierwszych dwóch próbach pary nie zdążyły wykonać zadania w wyznaczonym czasie – udawało się to dopiero za trzecim razem, co było okazją do świętowania.

Przed i po eksperymencie pary wypełniały kwestionariusze na temat swojego związku. Okazało się, że badani, którzy brali udział w zadaniach będących większym wyzwaniem, wykazywali w kwestionariuszach „po” większy wzrost wzajemnego zaangażowania niż ci, którzy zajmowali się czynnościami mniej emocjonującymi, które nie kończyły się „świętowaniem zwycięstwa”.


Obecnie naukowcy prowadzą badania mające na celu zmierzenie wpływu ekspansji „ja” na relacje z partnerem. Ich założenie jest takie, że pary odkrywające wspólnie nowe miejsca i próbujące nowych doświadczeń, powinny zwiększać poziom przywiązania i pogłębiać związek. – Wchodzimy w związki między innymi dlatego, że druga osoba staje się częścią nas samych, niejako przedłużeniem (ekspansją) naszej własnej osobowości („ja”) – tłumaczy Aron. – To dlatego zakochani potrafią przegadać ze sobą całą noc i uważać to za ekscytujące doświadczenie. Sądzimy, że także osoby żyjące dłużej w związkach mogę doświadczyć podobnych wrażeń, jeśli podejmują razem trudne wyzwania i wspólnie zajmują się emocjonującymi działaniami.

http://portalwiedzy.onet.pl/4868,11123, ... pisma.html

_________________
Co raz to z ciebie jako z drzazgi smolnej
Wokoło lecą szmaty zapalone
Gorejąc nie wiesz czy stawasz się wolny
Czy to co twoje ma być zatracone
Czy popiół tylko zostanie i zamęt
Co idzie w przepaść z burzą czy zostanie
Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Psychologia
PostNapisane: poniedziałek, 17 maja 2010, 19:52 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 30 listopada 2008, 12:20
Posty: 72
[quote="aleksander.kobylarek"]Gen zdrady
Jak to jest, że niektórzy mężczyźni i niektóre kobiety zdradzają swoich partnerów, a inni potrafią oprzeć się takiej pokusie?
:ymdevil: :ymdevil: :ymdevil:
Pewnie każdy zyjący czlowiek" śni"o sdradzie,gdyby to mialby byc tylko sen.Nie wynika to -myślę z faktu złej kondycji partnerskiej ,ale inności dotyku ,a jezeli dodac do tego wyobrażnie i ciepło spojrzenia nowego partnera lub partnerki wówczas nie mysli sie żadnymi aspektami moralnymi.

Oczywiście nie mozna tego faktu rozpatrywac w kategorii ostatecznej zmiany zwiazku gdyz mam tutaj na mysli tylko chwile zamierzonego zapomnienia.

Czy człowiek może nauczyc się odpornosci na pokusy?
Pewnie ,że może ,ale po cóż?

Kto mnie wesprze?A niech sie pala te piekielne ognie!!
=)) =)) =)) :)) :))


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Psychologia
PostNapisane: czwartek, 28 kwietnia 2011, 13:33 
Offline

Dołączył(a): środa, 24 marca 2010, 14:03
Posty: 4
Przeczytalam z uwaga tekst na temat zastrzezeń rodziny co do małżonka
swoich dzieci z innej nacji lub religii.Nie miałabym zastrzeżeń co do osoby
innej rasy ,ale niestety miałabym powazne zastrzeżenia jeżeliby chodziło o
wyznawcę islamu (mniej o wyznawczynię).Ela

_________________

Ela


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Psychologia
PostNapisane: poniedziałek, 1 lutego 2016, 11:50 
Offline

Dołączył(a): poniedziałek, 18 stycznia 2016, 13:35
Posty: 5
z różniceależy z jakiego punktu widzenia sprawę rozpatrywać.

różnice kulturowe lub intelektalne mogą przeszkadzać
:ymtongue:


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 10 ] 


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL